Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

11 lipca 2018

Uprowadzona księżniczka

To jeden z tych filmów, który mile zaskakuje. Albo inaczej: zwiastun jest nudniejszy niż film :) 
Fabuła jest prosta: raz na jakiś czas (na 100 lat? - nie pamiętam z filmu :)) zły czarodziej porywa i zamienia w kamień księżniczkę. Tak się dzieje i tym razem. Po piękną Miłkę idzie biedny aktorzyna - Remik. Do pomocy ma tchórzliwego gryzipiórka, mądrego ptaszka i sprytnego chomika. Oczywiście Remik osiąga cel, a po drodze musi pokonać czarodzieja, potwory, przebyć niebezpieczną krainę i odkryć sposób na odczarowanie złych mocy. To produkcja ukraińska - tak, łał, prawda? Zwróciłam uwagę, że Miłka ma na sukni motyw ludowy, a wśród rycerzy walczących o rękę księżniczki pojawiły się postaci nieznane w produkcjach amerykańskich: przysadzisty sułtan i kozak z czubem długich włosów na czubku wygolonej głowy. 
Uprowadzona księżniczka nie jest doskonała. Kreacja głównej bohaterki jest niedopracowana, niby głosi feministyczne poglądy, ale ostatecznie tylko czeka na swojego wybawiciela, przysłowiowego rycerza na białym koniu. Nie wiadomo po co jest Lucek, dlaczego chomik pełni ważną rolę ani jaki jest powód porywania księżniczek. Autorzy nie wyjaśniają gdzie zniknęła mama Miłki, dlaczego do krainy z zombiastymi rycerzami trzeba przejść przez oko w drzewie? Pełne też tutaj odwołań popkulturowych i kulturowych, a każda z innej parafii. Mamy ,,oko" (Sauron?) i smoka wyglądającego jak animacja z Władcy Pierścieni. Pojawia się drzewo-dąb - źródło mocy (klimaty mitologiczne), w drzewie znajduje się ogromna biblioteka, ale ,,księga" niczego nie symbolizuje, za to pomieszczenie przypomina bibliotekę z Harrego Pottera. Mędrcem mieszkającym z dębie jest Kocur, żywa replika Shifu z Kung fu panda. Lucek, mędrkując, bierze do ręki czaszkę (Hamlet), a Kocur, rozgramiając rycerzy, robi to w takt walca Czajkowskiego. Najgorzej jest chyba  z motywem wisiorka, który niby jest tak ważny, a potem nic się z nim nie dzieje, w dodatku w niewyjaśniony sposób zawisa ponownie na szyi Miłki. 
OK, jednak mimo minusów, polecam Uprowadzoną księżniczkę, ponieważ jest zabawna i niegłupia. Dodatkowo, polecam z przyczyn pozafilmowych: należy wspierać naszych braci Słowian i życzyć Ukraińcom, aby ich kinematografia przebiła się na świecie. 

24 czerwca 2018

Za niebieskimi drzwiami

Film ,,Za niebieskimi drzwiami" to polska produkcja z 2016 roku, fabuła oparta jest na powieści Marcina Szczygielskiego o tym samym tytule. To historia chłopca, który trafia do ,,świata za niebieskimi drzwiami" zamieszkałego przez strasznego Krwawca. Wszystko ma związek ze snem i chorobą... Widzę tu powiązania z Bruno Schulzem i jego Sklepami cynamonowymi, z Alicją w Krainie Czarów, Edwardem Nożycorękim, Opowieściami z Narnii - aby wymienić te, które przyszły mi do głowy jako pierwsze. 
Film nie rzuca na kolana, bo pewne wątki są przewidywalne, ale polecam do rodzinnego oglądania. Jako pretekst do rozmów na trudne tematy. Dla dzieci 8+.

8 grudnia 2017

Film Na kółkach (O Wheels/Sobre Rodas)

W Poznaniu odbywa się kolejna edycja Festiwalu Ale kino! 
Miałam okazję obejrzeć brazylijski obraz Na kółkach, w reżyserii Mauro D`Addio. Film jest przeznaczony dla dzieci w wieku 10-13 lat, ale moim zdaniem granica 12 lat jest górna. 
Bohaterami są: 13-letni Lucas i 12-letnia Lais. Poznają się w chwili, gdy Lucas wraca po wypadku do szkoły. Chłopiec musi jeździć na wózku, co oczywiście jest źródłem jego frustracji. Przed wypadkiem marzył, aby zostać piłkarzem... 
Lais z kolei pragnie odnaleźć swojego biologicznego ojca. Wie tylko, że jeździ ciężarówką, ma jego zdjęcie. Dzieci są samotne w swoich problemach, dorośli ich nie rozumieją. Lais i Lucas postanawiają wyruszyć w podróż "na kółkach" - on na wózku, ona na rowerze. Szukają ojca Lais. Typowy motyw drogi został pokazany tutaj bardzo naturalnie. Dzieci spotykają dziwnych ludzi: komiwojażera, przerażającą staruszkę (wyraźna aluzja do Baby Jagi), "Waltera" (tylko o nim słyszą). Spędzają noc poza domem, poznają co to głód, strach i radość. Odkrywają, że ich problemy da się rozwiązać, tylko trzeba na nie spojrzeć z innej strony. Lucas, mimo wózka, okazuje się atrakcyjny dla Lais. Dziewczyna natomiast odkrywa, że ojciec, który nigdy się nią nie zainteresował, nie jest wart jej uwagi. Film zawiera kilka niezwykle malowniczych scen, Brazylia wypada tutaj pięknie, jest nieco podobna do Kanady :) Reżyser przemycił też kilka obyczajowych wątków. Pokazał problem opuszczonych kobiet, samotności dorosłych ludzi, zróżnicowania społecznego współczesnej Brazylii (warunki życia Lucasa a Lais). W filmie "występuje" też Albert Einstein, który dodaje odwagi śniącemu Lucasowi... Pojawia się także motyw Baby Jagi - nie wiadomo czy Lucas rzeczywiście posypuje potrawkę z kurczaka prochami zmarłego męża gościnnej staruszki? Pytań po tym filmie jest dużo - i o to chodzi w dobrym kinie. 
Podaję za stroną Festiwal Ale kino!:

BRAZYLIA 2017
REŻYSERIA
Mauro D’AddioSCENARIUSZ
Mauro D’AddioZDJĘCIA
Otavio PupoMONTAŻ
Silvia HayashiMUZYKA
Lucas Marcier, Fabiano KriegerOBSADA
Cauã Martins, Lara Boldorini
Czas trwania: 72`


3 listopada 2017

Księga życia

Tytuł zobowiązuje, chociaż to film :) Podobnie jak okoliczności - trwa czas wspominania zmarłych. Dzisiaj docierają do nas inne - niż słowiańska - tradycje obchodzenia pamięci o tych, co odeszli. Oczywiście najpopularniejsze jest Haloween, ale coraz częściej słyszy się także o meksykańskim Dia de Muertos, polegającym na festiwalowym ujęciu tematu śmierci. I do tej tradycji nawiązuje film z 2014 roku pt. Księga życia. 
Nie będę rywalizowała z Filmwebem, bo jest lepszy ode mnie, dlatego zainteresowanych odsyłam na stronę http://www.filmweb.pl/film/Ksi%C4%99ga+%C5%BCycia-2014-683515#. 
Film polecam. Reżyser: Jorge R. Gutierrez razem ze scenarzystą: Douglasem Langdale`m stworzyli barwną, opartą na meksykańskiej tradycji, wizję zaświatów, w których istnieją dwie krainy: Kraina Zapomnianych i Kraina Pamiętanych. Ci ostatni w Dzień Zmarłych spotykają się z żywymi bliskimi na swoich własnych grobach. Nota bene, groby są kolorowo przystrojone, obstawione jedzeniem (słowiańskie dziady!).
Film rozpoczyna się wizytą grupki dzieci i nastolatków w muzeum. Zwiedzający uważają, że to najnudniejsze miejsce na świecie. Lecz tajemnicza pani przewodniczka szybko wyprowadza ich z błędu. Otwiera Księgę Życia i wprowadza młodzież w świat dwóch potężnych bóstw: La Muerte i Xibalby. Założyły się one o to, który z chłopców - Manolo czy Joaquin poślubią piękną i mądrą Marie (kiedy dziewczyna wraca z Europy, krążą o niej plotki, że czyta książki dla przyjemności!). Sprawa nie toczy się jednak o miłość. Chodzi o dojrzewanie, o zrozumienie wśród najbliższych, o odwagę bycia sobą. Doceniam, że ktoś postanowił oswoić dzieci z tematem śmierci. Podobała mi się także animacja - bohaterowie wyglądają jak drewniane kukiełki, co naprowadzało mnie na motyw "życie-scena", ale chyba niezamierzony przez twórców. 

15 sierpnia 2017

Stowarzyszenie umarłych poetów (Nancy H. Kleinbaum)

Film z 1989 roku był wydarzeniem. Scenariusz napisał Tom Schulman. Z informacji z Filmwebu wynika, że Stowarzyszenie... to jego najlepszy tekst. Po kilku latach Nancy H. Kleinbaum na podstawie scenariusza napisała książkę. Prawdopodobnie dlatego tak świetnie się ją czyta. 
Akcja powieści rozgrywa się w roku 1959, w Stanach Zjednoczonych, w Akademii Weltona. Ta placówka słynie z surowych zasad oraz z tego, że jej absolwenci bez problemu dostają się na renomowane uczelnie. Idealny uczeń Akademii Weltona podporządkowuje się systemowi wychowania, nauczycielom i rodzicom. Ci, którzy tego nie robią, zostają wyrzuceni z Akademii. To żadna kara w porównaniu z tą, jaka czeka relegowanego w domu. Postrzegany jest on jako wyrzutek, nieudacznik i ten, Który Zawiódł Rodziców. Problem niekochania, odrzucenia i niezrozumienia na linii nastolatek-rodzic jest tutaj dominujący. 
Tytułowe Stowarzyszenie... to ugrupowanie założone przez nauczyciela - pana Keatinga w czasach jego pobytu w Akademii (kilka lat przed akcją książki). Złożone było z chłopców, którzy spotykali się w pewnej jaskini, nieopodal szkoły, i czytali wiersze - poetów angielskich i amerykańskich, oraz własną twórczość. 
Grupa uczniów Keatinga, zafascynowana metodami pracy pedagoga, wskrzesza ideę Stowarzyszenia umarłych poetów: "Nazwa oznaczała tylko tyle, że ten, kto chciał przystąpić do stowarzyszenia, musiał być umarłym. (...) Żyjący ślubowali jedynie wierność, byli kandydatami stowarzyszenia. Aby zostać pełnoprawnym jego członkiem, trzeba terminować całe życie, aż do śmierci" (Wyd. Rebis, Poznań 2012, str. 45) - tak wyjaśnił Keating swoim podopiecznym. Moim zdaniem dosyć to niejasne, ale intrygujące :) 
Bohaterowie filmu/książki - 16/17-letni chłopcy dali się porwać tym romantycznym zasadom. Ich nauczyciel - pan Keating - wyzwolił w nich pragnienie posiadania niezależnych poglądów, bycia sobą, nieudawania przed innymi (głównie rodzicami) kogoś, kim nie są. Jako naczelne hasło życia podał: carpe diem! - sentencję Horacego, która w całości brzmi: "Chwytaj dzień, bo przecież nikt się nie dowie, jaką nam przyszłość zgotują bogowie..." (Pieśni, 1,11,8). 
Niestety, kończy się to tragicznie dla jednego z chłopców. Popełnia samobójstwo, ponieważ tylko w ten sposób jest w stanie przekonać swojego ojca, że ten nie miał racji i prawa do decydowania o przyszłości syna. 
Szczerze mówiąc, mam pewne wątpliwości co do głębi psychologicznej bohaterów i umotywowania ich postępowania, ale nie będę się czepiać, ponieważ pierwotnie był to film, a ta sztuka rządzi się własnymi prawami, np. tendencją do upraszczania. 
Z pewnością jest to świetna książka dla nastolatków, tak mniej więcej dla 14+. Kłopoty z kolegami, z rodzicami, pierwsza miłość (dobrze napisana scena erotyczna, dlaczego w polskiej literaturze dla nastolatków takich rzeczy nie ma?), problemy z odpowiedzią na pytania: kim chcę być? Czy trzeba aż popełniać samobójstwo, aby zaistnieć?- to materiał dla dojrzewającego czytelnika. 
Fabuła filmu/książki opiera się o teksty poetyckie, co samo w sobie jest bardzo interesujące. Jak to robią w tych szkołach, że potrafią wyrobić taki szacunek dla Szekspira czy Whitmana? I nikt nie jęczy, że to trudny język, że "ja nic nie rozumiem", tylko dąży do zrozumienia albo przeżycia tych wierszy? 
Na koniec cytat. Keating mówi do swoich uczniów: 

"Moi drodzy żacy, w człowieku tkwi nieodparta potrzeba bycia akceptowanym. Za wszelką cenę musicie jednak zaufać tym cząstkom swej osobowości, które wyróżniają was spośród innych i sprawiają, że jesteście niepowtarzalni. Nawet jeśli wyróżniająca was cecha jest dziwna czy nieakceptowana. Frost powiedział kiedyś tak: 
Gdy stanąłem w lesie na rozstaju dróg
Podążyłem tą mniej uczęszczaną,
I wiedziałem, że to znaczy już,
Że jest inaczej."
(tłum. Paweł Laskowicz, Rebis 2012, str. 83-84)

24 marca 2017

Klub winowajców (The Breakfast Club)

Film kultowy dla pokolenia lat 80. XX wieku. Reżyser - John Huges - stworzył odbicie świata nastolatków tamtych czasów. Pokazał odważnie problemy rodzinne: rozwody, kłótnie w domu, przemoc, niezrozumienie, zmuszanie do realizacji pragnień rodziców, oraz typowo młodzieżowe: potrzeba akceptacji w grupie, szukanie przyjaźni i miłości. John Huges jest scenarzystą m.in. takich filmów jak: 1001 dalmatyńczyków, Brzdąc w opałach, Bethoveen 2, Kevin sam w Nowym Jorku. Miał wyczucie, jednym słowem. Doskonale dobrał obsadę, kreacje Emilio Esteveza, Judda Nelsona, Molly Ringwald i Ally Sheedy - zapadają w pamięć. Tzn. zapadły dla pokolenia obecnych 40-latków, nie umiem powiedzieć czy dla współczesnych odbiorców również. Myślę, że nikt kto tego nie oglądał za młodu, sam z siebie tego nie obejrzy. 
Klub winowajców opowiada o piątce nastolatków, którzy za różne przewinienia muszą siedzieć w szkole w sobotę  i napisać pracę pt. Kim jestem? Początkowo są dla siebie okrutni, wyśmiewają się z najdrobniejszej wady, punktują potknięcia. Celuje w tym John Bender - przystojny i zbuntowany nastolatek. Tak naprawdę to ofiara przemocy domowej, jest bity i wyzywany przez ojca. Nie lepiej mają pozostali - Andrew udaje niezwyciężonego zapaśnika, Brian - musi być doskonały we wszystkim, Molly - ma być tylko piękna, jak laleczka - tak stwierdza trafnie John. Nie wiadomo o co chodzi z Allison, ale sprawa też rozbija się o rodziców. Ostatecznie okazuje się, że potrafią się polubić. Brzmi banalnie, ale siłą tego filmu jest brak cukierkowatości. Szczególnie szokują wiwisekcje Johna, pełne seksualnych podtekstów. Z powodu tych kilku minut  oraz poważnej problematyki proponuję pokazywać film młodzieży od lat 14. Świetna jest jedna z ostatnich scen Klubu winowajców: bohaterowie wyznają za co siedzą w sobotę w szkole i odkrywają, że zaczęli się przyjaźnić. Dzisiejsi nastoletni idole kina młodzieżowego mogą czyścić buty Emilio, Juddowi, Molly i Ally. A kiedy jeszcze dojdzie do tego wiedza, że epizod ten był całkowitą improwizacją - czapki z głów panowie!
Bardzo dobry film.

13 marca 2017

Sing (film 2016)

"Sing", w reżyserii i według scenariusza Gartha Jenningsa. Produkcja japońsko-amerykańska.
Na ten film nie musimy się wybierać do kina. Wystarczy płyta w dvd w deszczowy dzień. Fabuła jest bardzo niewyszukana: miś koala - Buster - w wieku 6 lat doznaje olśnienia teatrem. Następuje przeskok czasowy - Buster prowadzi teatr założony przez jego tatę. Twórcy uparcie używają pojęcia "teatr", choć bardziej chodzi o musical czy operetkę. Sam gatunek nazwałabym musicalem, formą niezwykle lubianą przez Amerykanów. Buster ma kłopoty finansowe, ale miły z niego gość - cały czas zatrudnia starszą panią jaszczurową, ze szklanym okiem, niegramotną, dawniej nauczycielkę muzyki. To ładny przekaz.
Buster ogłasza Konkurs Śpiewania, aby ratować podupadający teatr, bo przecież "nikt nie chce oglądać Romea i Julii" (auu, zabolało ;)). Przez pomyłkę na ulotce reklamowej pojawia się nagroda w wysokości 100 000 dolarów, chociaż Buster mógł ofiarować jedynie 1000 i to w różnych przedmiotach, nie w gotówce. 
Na konkurs stawia się m.in. Lusita - gospodyni domowa, mama 20 prosiaczków; Gorilla, który nie chce należeć do bandy swojego ojca; zarozumiały Mike marzący o sławie i bogactwie; nieśmiała Słonica oraz punkowa jeżozwierzyca. Podczas konkursu wychodzi na jaw, że nagrody nie ma, a cały teatr niszczy rosyjska mafia w postaci  trzech niedźwiedzi goniąca zadłużonego Mike`a. Z depresji wyciąga Bustera nowo powstała grupa wykonawców. Przebojowy koala wskrzesza teatr i doprowadza do występu. 
Całość okraszona jest mądrościami typu: "Nie pozwól, aby strach przeszkodził ci sięgnąć gwiazd"; "Trzeba się wyspać, aby dobrze pracować"; "Czasem warto sięgnąć dna, aby się od niego odbić". Nie mam nic przeciwko, ale wolę, jeśli jest to podane w bardziej wysublimowany sposób. Na uwagę zasługują piosenki, odświeżone dla młodszego widza, np. I`m still standing (Elton John), Hallelujah (Leonard Cohen), Bamboleo (Gipsy Kongs) czy Under Pressure zespołu Quinn. Niestety, w innych wykonaniach, ale zawsze warto posłuchać. Jeśli się wie, że Garth Jennings wyreżyserował bardzo dużo teledysków, to wszystko staje się jasne. Nie wiem czy imię "Buster" to nawiązanie do kultowego dla Amerykanów Bustera Keatona? A scena rozpoczęcia musicalu stanowi odnośnik do początków Muppet Show (księżyc w kuli światła)? Oczywiście to nie ma znaczenia dla dziecięcego odbiorcy.
Film zdobył aż 10 nominacji w różnych konkursach i kategoriach, m.in. był nominowany do Złotego Globu w kategorii najlepszy film animowany. Ostatecznie żadnej nagrody nie zdobył. Moim zdaniem to animacja całkiem przeciętna, nic odkrywczego. Podobnie jak wątki: odrzucenie przez tatę, niezrozumienie przez bliskich, nakaz podążania za marzeniami, wsparcie ze strony ukochanych osób jest najważniejsze itd.
Czy polecam? Jasne, patrz trzecie zdanie :)

11 marca 2017

Balerina

Felka z sierocińca postanawia spełnić swoje marzenia. Ucieka do Paryża i w nieco pokrętny sposób zaczyna naukę baletu. Wraz z Felką w Paryżu znalazł się Wiktor, który marzy o tym by zostać wynalazcą. Felicja przekonuje się, że aby zrealizować swoje marzenie, musi dużo ćwiczyć. Pomaga jej w tym oschła, poważna Odeta, jak się później okazuje - była tancerka. 
Wszystko kończy się pięknym morałem: najważniejsza jest pasja i wytrwałość. Film "Balerina" to także pochwała szczerości i przyjaźni. Niezwykła animacja, produkcja kanadyjsko-francuska, co od razu widać w obrazach i muzyce. Akcja toczy się głównie w XIX-wiecznym Paryżu, trwa właśnie budowa Wieży Eiffle`a, pojawia się też Statua Wolności, szykowana na podróż do Nowego Jorku. Są to elementy edukacyjne, które zawsze mnie zachwycają w filmach dla dzieci. Jest też opera w Paryżu, pokazano również katorżniczą pracę jaką muszą wykonać baletnice, aby dostać się na scenę. Nie jest to jednak film tylko dla dziewczynek. Dużą rolę odgrywa tutaj też Wiktor, może nieco mniej pracowity niż Felka, ale jakże uroczy :) 
Niektórzy recenzenci zarzucają scenarzystom oparcie fabuły na kłamstwie, ponieważ Felka podaje się za inną dziewczynkę, aby dostać się do szkoły baletowej. Ostatecznie prawda wychodzi na jaw, ale winna nie zostaje ukarana. No cóż, jest to element słabszy, ale bez przesady: oszukana dziewczynka dostaje szansę występu, a Felka przekonuje się, że, aby coś osiągnąć, pasję trzeba połączyć z pracą.

7 lutego 2017

Wszyscy święci (Saved!) film z 2004 roku

W zeszłym tygodniu miałam okazję zobaczyć film Wszyscy święci! z 2004 roku. Tytuł oryginału to Saved! Reżyserem jest Brian Danelly, to produkcja amerykańska. Moją uwagę zwróciła jedna z odtwórczyń - Mandy Moore, niezapomniana według mnie z melodramatu dla nastolatków Szkoła uczuć. Muszę przy okazji też opisać ten film. 
Wszyscy święci! to z pewnością obraz dla starszych nastolatków, tak 16+, głównie ze względu na odważne rozmowy, wątek homoseksualny i scenę seksu uprawianego przez młodzież. Zawsze jednak cenię amerykańskie kino dla nastolatków za to, że w ogóle porusza takie tematy - tematy, które, nie ma co się oszukiwać, bardzo interesują dorastających ludzi. 
Fabuła filmu jest następująca: para przyjaciółek, Mary (Jena Malone) i Hilary (Mandy Moore) rozpoczynają ostatni rok nauki w chrześcijańskim liceum. Są bardzo pobożne i wszędzie szukają śladów Boga. Wiarę traktują bardzo serio, na co należy zwrócić uwagę. W Polsce bowiem jest z tym różnie :) Ja nie odwiedzam kościoła, bo właśnie uważam, że albo w coś się wierzy i bierze to poważnie, albo nie. A w amerykańskich filmach z nurtu "chrześcijańskiego", bo chyba do takiego można zaliczyć Wszyscy święci!, chociaż rozmawiają o religii, jest dla nich ważna, próbują dostosować się do jej reguł.
Mary jest zakochana w Deanie, tworzą taką lukrowaną, licealną parę. Dean jednak, męczony wyrzutami sumienia, wyjawia dziewczynie, że jest gejem. Ląduje nawet w specjalnym ośrodku, w którym jest leczony z tej przypadłości. Mary, wstrząśnięta, ale nadal zakochana, próbuje nawrócić Deana. Doznaje wizji i przekonana, że to Jezus kieruje jej krokami, postanawia uwieść swojego chłopaka. Udaje jej się to w momencie, gdy Dean, podniecony oglądanymi gazetkami porno dla homoseksualistów, nie opiera się gwałtownemu zachowaniu Mary. Minę jednak ma nietęgą. Ta scena bardzo dobrze pokazuje, że homoseksualizm nie jest rzeczą nabytą. Ważniejsze jednak jest to, że film pokazuje różne drogi życiowe i każda jest dobra. Oprócz histerycznie wierzącej Hilary, mamy tutaj dobrą, naiwną Mary, jeżdżącego na wózku Rolanda (świetny Macaulay Culkin), którego wkurza, że inni traktują go jako niedorozwiniętego umysłowo; syna pastora - Patrika, w którym ojciec widzi kogoś kim chłopak nie jest; na uwagę zasługuje Cassandra - tancerka na rurze. 
Po chwilach spędzonych z Deanem, Mary odkrywa, że jest w ciąży. Nie akceptuje tego oczywiście Hilary, co rodzi pytania o istotę jej wiary. Mama Mary wspiera córkę. Sama pozostaje w skomplikowanych relacjach osobistych z pastorem. Jego małżeństwo jest w rozsypce, ale pastor w imię wiary tkwi w nieszczęśliwym związku. Wypomina mu to syn. Naprawdę film rodzi wiele pytań, mimo komediowych wstawek.
Wszyscy święci! kończy się happy endem, wszyscy jakoś się odnajdują, dostrzegają, jaką drogą powinni iść. Wszyscy stawiają na to, aby być sobą. Dlatego ten film polecam, podobał mi się. 
Wszyscy święci! zdobył 4 nominacje na różnych festiwalach, m.in. Jena Malone była nominowana w kategorii "najlepsza aktorka". 

1 stycznia 2017

Kopciuszek/Cinderella (film z 2015)

Bardzo ciekawa ekranizacja baśni Kopciuszek. Widać rękę reżysera - Kennetha Branagha - aktora i reżysera filmów kostiumowych, historycznych, że wystarczy tylko wspomnieć jego Henryka V czy Wiele hałasu o nic. Kopciuszek w reżyserii Branagha to piękne widowisko, z jasnym przesłaniem, efektami specjalnymi oraz plejadą aktorską. Tytułową rolę gra co prawda bliżej mi nieznana Lily James, Książę - to bardziej znany Richard Madden (Gra o tron), ale już Macocha - to Cate Blanchett, Wróżka chrzestna - Helena Bonham Carter, Wielki Książę - Stellan Skarsgård, Król - Derek Jacobi, i epizody - Ben Chaplin, Gerard Horan, Richard McCabe. 
Fabuła? No cóż, siłą rzeczy nic zaskakującego, chociaż Branagh dodał kilka elementów, np. więź łączącą rodziców Kopciuszka z córką, ciepłe relacje między tatą Księcia i jego ojca. Wszystko zgodne z najnowszymi interpretacjami psychologicznymi, podkreślającymi rolę dzieciństwa w życiu człowieka. Akcentowana jest także sytuacja Macochy - w gruncie rzeczy nieszczęśliwej kobiety, która straciła dwóch mężczyzn, a musi zadbać o byt swój i swoich córek. Jednak proporcja jest zachowana - Macocha pozostaje złą osobą. Jako motto przewijają się w filmie słowa mamy Kopciuszka: Bądź dobra i odważna. Ze współczesnych dodatków można jeszcze wskazać nowoczesną wersję związku Księcia i Kopciuszka, w którym obie strony się uzupełniają, a żadna nie dominuje.
Reżyser też wyraźnie nawiązuje do pierwszej, animowanej wersji Kopciuszka - odwzorował wygląd domu, macochy i jej córek, Kopciuszek nosi niebieską sukienkę, mieszka na poddaszu, śpiewa, przyjaźni się z myszkami i ptaszkami o modrakowym upierzeniu. Branagh sfabularyzował także scenę zamiany dyni w karocę, a potem rozpadu całej maskarady po wybiciu północy.Epizod z Wróżką i balem należy moim zdaniem do najlepszych. Helena Bonham Carter jest kapitalna w swoim roztargnieniu.
Film robi wrażenie feerią barw i dźwięków, dowcipnych dialogów i dobrych aktorów. Lily James świetnie zagrała rozpacz po śmierci taty, radość po pojawieniu się Wróżki, czy szczęście na balu. Została za to nominowana do nagrody Teen Coice. W sumie film był nominowany 14 razy, m.in. w kategorii najlepsza aktorka (także Cate Blanchett), kostiumy, film fantasy.
Kopciuszek Kennetha Branagha to nowoczesna wersja tradycyjnej baśni. Polecam.

27 grudnia 2016

Gwiazdka Pete`a (film)

Gwiazdka Pete`a to bardzo sympatyczny film familijny z serii bożonarodzeniowych. Powstał w 2013 roku, produkcja kanadyjska. Fabuła rozpoczyna się w Boże Narodzenie, w rodzinie tytułowego Pete`a. Jest on drugim dzieckiem Pameli i Ronalda. Ta ładna para ma jeszcze Kenny`ego i Jake`a. Wieczór rozpoczyna się nieciekawie - przyjeżdża zgryźliwy dziadek, Pete nie dostaje prezentu, a następnie przewraca przypadkowo choinkę, niszcząc podarek małego Kennny`ego. Potem rodzina przegrywa na dorocznym meczu rugby, Pete dostaje śnieżne baty od głupkowatych sąsiadów i gdyby tego było mało, nie ma gwiazdkowej kolacji. Wszyscy spędzają ją w barze przy frytkach, po których rozchorowują się , a poirytowany dziadek wyjeżdża wieczorem. Jednym słowem, koszmarne święta. 
Przed wyjazdem dziadek wręcza wnukowi puste pudełeczko z wyjaśnieniem, że otrzymał je od wujka w swoje najgorsze święta z poleceniem, aby przekazał pudełko komuś innemu w odpowiednim czasie. Pete jest załamany, ponieważ pudełko jest... puste. Czuje się oszukany.
Następnego dnia Pete budzi się ponownie w dzień Bożego Narodzenia. I tak przez kolejne setki dni. Na początku nie może się pogodzić z tym "dniem świstaka" i popełnia ciągle te same błędy. Ostatecznie organizuje perfekcyjne Boże Narodzenie. Najtrudniej ma z dziadkiem i tatą - długo nie może dojść do tego w jaki sposób mają się pogodzić. Scena, kiedy dziadek wreszcie zostaje, jest niezwykle wzruszająca. Po drodze Pete nawiązuje prawdziwą przyjaźń z braćmi, pomaga tacie znaleźć pracę i pojmuje tęsknotę dziadka za zmarłą żoną. A pudełko okazuje się pozytywką. Pete wręcza ją sąsiadce - Katie.
Dobry, familijny film, godny polecenia. 


26 grudnia 2016

Fantastyczne Latające Książki Pana Morrisa Lessmore

15-minutowy film animowany wyreżyserowany przez Williama Joyce’a i Brandona Oldenburga, w 2012 roku otrzymał Oskara w kategorii najlepszy film animowany. 
https://www.youtube.com/watch?v=FqxJ7n1ztEI

Na różnych oficjalnych stronach informujących o tym filmie, podają, że obraz jest inspirowany postacią Bustera Keatona, wydarzeniami związanymi z huraganem Katrina, książką "Czarnoksiężnik z Krainy Oz" oraz miłością do książek. Mimo że wiem kim był Keaton, pamiętam Katrinę i znam "Czarnoksiężnika..." to nic dla mnie nie znaczy. Odebrałam film bez przygotowania, nie oczekując niczego konkretnego. Wiedziałam jedynie, że to animacja dotycząca książek. 
W rzeczywistości to wizja twórców na temat znaczenia książek w naszym życiu. Rozpoczyna się obrazem Pana Morrisa Lessmore`a czytającego książki na werandzie domu. Nagle rozpoczyna się tornado, które zmiata literki z książek, a potem niszczy całe miasto. Świat jest szary, usłany pustymi kartkami. Pan Morris jednak trafia do magicznego miejsca - biblioteki. Zaczyna uzupełniać brakujące literki, ostatecznie spędza tam całe życie. Rozdaje też książki potrzebującym - wówczas oni ożywają - ze smutnych, szarych postaci zamieniają się w uśmiechniętych, kolorowych ludzi. Na końcu Pan Morris odlatuje z książkami. Kiedy szukał dla siebie miejsca po zniszczeniach tornado, pewna dziewczyna podarowała mu książkę, która doprowadziła go do biblioteki. Kiedy sam odchodzi, również wręcza książkę napotkanej dziewczynce. Odczytałam to jako metaforę przekazywania tradycji, ciągłości myśli ludzkiej. Trudno jednoznacznie opisać ten film, właśnie na tym polega jego wielowymiarowość. Bardzo refleksyjny. Stanowi doskonały punkt wyjścia do rozmowy o książkach.

3 grudnia 2016

Podróż Fanny (Fanny's Journey / Le voyage de Fanny)

W ramach 34. festiwalu Ale Kino! miałam okazję obejrzeć tę francusko-belgijską produkcję. Obraz jest przeznaczony dla widza w wieku 10-12 lat. Bardzo podobał się mnie i moim uczniom. Szkoda, że nie ma go w kinowej dystrybucji.
Podróż Fanny to opowieść o grupie żydowskich dzieci, które zostają rozdzielone z rodzicami, aby zwiększyć swoje szanse przeżycia. Jest 1943 rok, Francję okupują nazistowskie Niemcy. Dzieci trafiają do kolejnych domów opieki, ale wszędzie docierają wrogowie. Francuski ruch oporu postanawia przerzucić maluchy do neutralnej Szwajcarii. Jednak w trakcie podróży dzieje się coś nieprzewidzianego: jeden dorosły opiekun ucieka do partyzantki, drugi nie dociera na miejsce spotkania. 13-letnia Fanny musi zaopiekować się młodszymi, chociaż wcale tego nie chce. Między dziećmi wybuchają konflikty, ale ostatecznie tworzą zgraną grupę. Każde z osobna ma swoją historię. Wśród nich jest niemiecka Żydówka udająca niemowę oraz Żyd, który został ochrzczony, aby przeżyć.
Dzieciom pomagają napotkani przypadkowo ludzie, np. francuski pracownik kolei, który daje im 10 minut na ucieczkę. Spotykają także okrucieństwo wojny: młoda matka zdradza, że są Żydami, aby Niemcy uratowali ją i jej niemowlę. Niestety, i tak zostaje aresztowana. Bohaterowie filmu głodują, tęsknią za mamami, płaczą. Są jednak zasadniczo dziećmi i potrafią wśród tego wojennego szaleństwa gonić za piłką i chlapać się wodą ze strumienia. Dziecięcy aktorzy grają zawodowo. Czujemy ich lęk przed dorosłymi, nie tylko nazistami, bo każdy dorosły może przynieść ból: rodzice, bo ich oddali, opiekunowie, bo ich zostawili, Francuzi, bo ich mogą zdradzić, naziści, bo mogą zabić. Trudno o wymowniejszą krzywdę jaką wyrządza wojna w psychice dziecka.
Świetnie pokazano także bezsens tzw. kwestii żydowskiej. Dialog z filmu przeprowadzony między dziećmi:
A: Dlaczego Niemcy nas nie lubią?
B: Bo jesteśmy Żydami.
A: No to jeśli bycie Żydem jest takie złe, to przestańmy nimi być.
B: Głupi. Nie możemy przestać być Żydami.

No właśnie.
Scena, kiedy dzieci biegną do szwajcarskiej granicy, jest niezwykle wzruszająca. A kiedy okazało się, że jeden maluch nie dał rady, cała sala zamarła w oczekiwaniu. Wszystko dobrze się skończyło, ale reżyserka trzymała nas w napięciu do ostatniej minuty. Dzieciaki nagrodziły film oklaskami.
Podróż Fanny stała się okazją do długiej dyskusji o wojnie, o dzieciach, o Żydach, o niemieckich żołnierzach, nie zawsze przekonanych o swojej racji. Dzieci bardzo się niepokoiły o los nastolatka, który miał się opiekować bohaterami, a został złapany przez gestapo. Pytały też o zniknięcie drugiej opiekunki, o to, że Fanny z siostrami nigdy już nie zobaczyła rodziców. Wstrząsnął nimi epizod z powieszonymi Niemcami i młodą kobietą, która zdradziła Fanny. Lecz najbardziej zaszokowało ich to, że film jest oparty na faktach. Na końcu pokazano tytułową Fanny, teraz już starszą panią.
Bardzo dobry, mądry film, pokazujący istotę wojny w sposób dostosowany do percepcji odbiorców. Jestem pod ogromnym wrażeniem.

Cytuję za Ale kino!:

REŻYSERIA Lola Doillon
SCENARIUSZ Anne Peyrègne, Lola Doillon
ZDJĘCIA Pierre Cottereau
MONTAŻ Miguel Rejas
MUZYKA Sylvain Favre-Bulle
OBSADA
Léonie Souchaud (Fanny), Fantine Harduin (Erika), Juliane Lepoureau (Georgette) Ryan Brodie (Viktor). 
Premiera: 2016 
Film został nominowany do nagrody Złote Koziołki - wręczanej na festiwalu Ale kino! 

Wiadomość z ostatniej chwili: film zdobył nagrodę jury dziecięcego, tzw. Marcinka.  

W 80 dni dookoła świata (film, 2004)

Matko, nie znoszę takich ekranizacji. Powoływanie się na powieść Juliusz Verne`a odbieram jako bezczelność, chociaż rozumiem celowość marketingową takiego zabiegu.
Od samego początku wszystko wygląda inaczej, a potem jest jeszcze gorzej. 
Film rozpoczyna się od ucieczki z sądu Chińczyka (Jackie Chan). Przypadkiem trafia on do domu Fileasza Fogga (Steve Coogan) - infantylnego wynalazcy, zmuszającego swojego służącego do ryzykowania życiem w trakcie sprawdzania użyteczności tego, co wymyślił jego pan. Fogg zatrudnia nowego służącego - Chińczyka nazywającego się Passepartout i udającego Francuza. Tak naprawdę ucieka on przed grupą Czarnych Skorpionów dowodzoną przez okrutną Chinkę, która pragnie zawładnąć wioską "Passepartout". Ukradła ona chłopom posążek Buddy, który ich chronił od wieków, a "Passepartout" go odzyskał. Jednak Czarne Skorpiony nie mają zamiaru zrezygnować i gonią Chińczyka przez cały glob. W międzyczasie Fogg przyjmuje zakład od prezesa Królewskiej Akademii Nauk: jeśli w 80 dni objedzie świat, obejmie fotel prezesa. Jeśli przegra - już nigdy nie będzie mógł przekroczyć progu Akademii Nauk. 
W trakcie podróży Fogg spotyka piękną Monikę (Cecile De France) i razem z nią przemierza Chiny, pustynię i jeszcze kilka innych miejsc, nieobecnych w powieściowym pierwowzorze. Nie ma słowa o paleniu wdów ani o słoniach. Pojawiają się za to bracia Wright, co można uznać za jedyny dydaktyczny atut tego filmu. Dużo miejsca zajmują sceny walki, oddanie posążka Buddy i takie tam.
Cóż mam powiedzieć? Dla dziecka w wieku około 10 lat film może okazać się interesujący. Zasadniczo nie polecam.

27 listopada 2016

Sekrety morza

To urokliwy, malowniczy film z 2014 roku w reżyserii Irlandczyka z pochodzenia - Tomma Moore`a. Animacja zdobyła 3 nagrody w kategorii "Najlepszy film animowany":
I miejsce - Satelity (Międzynarodowa Agencja Prasowa)
I miejsce - Europejska Akademia Filmowa
I miejsce - IFTA (Irlandzka Nagroda Filmowa i Telewizyjna)
oraz uzyskała 12 nominacji na innych festiwalach i konkursach.

Sekrety morza oparte są na irlandzkich wierzeniach w selkie. Selkie to foki mogące przybierać ludzki kształt, jak przeczytałam w książeczce dołączonej do płyty: "opowieści o nich często miały znaczenie alegoryczne i oznaczały żałobę po osobach zaginionych na morzu". Irlandczycy wierzyli także, że foki noszą w sobie dusze zaginionych na morzu.
Główni bohaterowie opowieści to sześcioletnia Sirsza i jej starszy brat Ben. Ben nosi w sobie żal i pretensje do rodziców, ponieważ nie wiadomo co się stało z mamą. Zniknęła w dniu narodzin Sirszy. Dziewczynka nic nie mówi, a tata jest nieobecny i strasznie smutny. Pewnego dnia babcia rodzeństwa zabiera dzieci do siebie, do miasta. Tam Sirsza podkrada bratu muszlę, którą kiedyś dostał od mamy i zaczyna na niej grać. Melodia okazuje się łącznikiem między dwoma światami - tym realnym i tym poza ludzkim doświadczeniem. Pojawiają się skrzaty, czarownica Maka, gawędziarz seanachai, w którego włosach ukryte są wszystkie historie jakie zna (w irlandzkiej tradycji seanachai to przekaziciel ludowych tradycji). 
Sekrety morza to opowieść o uczuciach - o tym, że człowieka budują zarówno te negatywne, jak i pozytywne doświadczenia. Kiedy Maka zabiera ból i rozpacz swojemu synowi, bo nie może wytrzymać jego cierpienia, zamienia się on w skałę. Kamienieje - także w znaczeniu przenośnym. 
Ostatecznie Sirsza odkrywa, że jest selkie jak mama, ale w przeciwieństwie do niej, zostaje w ludzkim świecie, z bratem, tatą, babcią i pieskiem. Sekrety morza pokazują metaforycznie proces przechodzenia żałoby po utracie bliskiej osoby: od złości, żalu po zrozumienie praw natury, pogodzenie się i umożliwienie "odejścia" zmarłemu. Myślę, że ten film może być niezwykle ważny dla dzieci, które straciły mamę. Mama Sirszy pragnie zabrać ze sobą córkę, ale na prośbę Bena zostawia ją z pozostałym członkami rodziny. Także Sirsza tego pragnie. Innymi słowy, mama  chce z nią być, ale nie może. Decyduje o tym Natura/ Siła Wyższa. Niezwykłe, naprawdę niezwykłe jest to, że tak trudną sprawę można pokazać w ten sposób: poprzez animację dla dzieci.
Ogromnym atutem obrazu Tomma Moore`a jest muzyka - skomponowana przez Bruno Coulais i Kila. Przepiękne słodko-gorzkie nuty wiją się za nami jak ich graficzne odpowiedniki w filmie, czyli świecące punkciki. 
Sekrety morza płyną spokojnie, wyciszają, skłaniają do zadumy. Polecam.


30 października 2016

Mój przyjaciel smok

Film lekki i przyjemny. Nic odkrywczego, ale przekonanie, że przyjaźń, miłość i lojalność to wartości jakimi należy kierować się w życiu - zawsze należy popierać.

Jak to w dzisiejszych czasach bywa, zwiastun obejmował najciekawsze momenty dzieła. Mój przyjaciel smok to opowieść o samotnym chłopcu - Pete. Dziecko w wieku 4 lat przeżyło katastrofę samochodową. Jego rodzice zginęli, on sam, nie wiedząc co robić, schował się w lesie. Pomógł mu przeżyć wielki, sympatyczny smok Elliot. Chłopiec nadał mu takie imię od bohatera książeczki, czytanej Pete`owi przez mamę.
Po 10 latach, Pete`a przypadkowo odkrywa pani leśnik - Grace - wychowana na opowieściach taty o groźnym smoku chowającym się w puszczy. Chłopiec zamieszkuje w domu Grace, ale tęskni za przyjacielem. W końcu wszyscy się dowiadują o jego istnieniu. Źli ludzie próbują zbić majątek na smoku, na szczęście bohaterowie (Pete, Grace, jej tata - pan Meacham, przyjaciółka Pete`a - Natalie) w brawurowym stylu oswobadzają sympatycznego wielkoluda.
Atutem filmu są piękne krajobrazy Nowej Zelandii, swojska atmosfera amerykańskiej prowincji oraz odtwórcy głównych ról - Oakes Fegley jako Pete, Bryce Dallas Howard jako Grace oraz Robert Redford jako Meacham. Na Redforda zawsze warto popatrzeć - klasa sama w sobie, a mały Oakes to chłopczyk z matczynych snów. Smok Elliot bardzo mi przypominał Falkora z filmu Niekończąca się opowieść, ale pewnie niewielu młodych widzów widziało ten obraz, więc mogą w pełni cieszyć się filmem w reżyserii Dawida Lowery.
Przeczytałam w sieci, że film to remake dzieła z 1977 roku. Nigdy nie słyszałam o pierwszej wersji, sądzę, że druga też nie będzie stanowiła przeżycia pokoleniowego, ale polecam do obejrzenia. Niewyszukana, dydaktyczna rozrywka, prawdziwe kino familijne.

9 sierpnia 2016

Merida Waleczna

Świetny film. Powstał w 2012 roku, zdobył 5 nagród w 2013 roku:
Oscar za najlepszy film długometrażowy
Złote Globy - najlepszy film animowany
Bafta - jw.
Annie - najlepszy montaż i scenografia
Amerykańskie Stowarzyszenie Montażystów - najlepszy montaż

Film o relacjach między córką i matką, podany w genialny, prosty sposób, w otoczce celtyckich tradycji.
Merida to łobuzica, uwielbia strzelać z łuku, jest pyskata, odważna, samodzielna, wrażliwa i mądra. Jej mama - Elinor - chce wychować córkę na Księżniczkę - wyważoną, kulturalną damę. Merida buntuje się przeciwko planowanemu zamążpójściu i ucieka z zamku. Prosi o pomoc czarownicę. Ta daje jej magiczne ciastko, które ma sprawić, aby mama Meridy nie chciała rządzić jej życiem. Jednak ciastko działa nieco inaczej - Elinor zamienia się w niedźwiedzicę. Merida musi uchronić mamę przed śmiercią z rąk taty - Fergusona, niezwykle ciętego na misie, musi też odmienić czar, aby nie stracić mamy na zawsze.
Ostatecznie Merida przekonuje się, że mama niezwykle ją kocha i jest gotowa dla niej zginąć. Mama godzi się z charakterem córki, rodzice zgadzają się na propozycję Meridy, aby przybyli na turniej zalotnicy najpierw zdobyli serce dziewczyny, a potem jej rękę.
Można więc rzec, że fabuła jest typowa - bohaterka musi przejść określone etapy, "stracić" mamę, spotkać Zło, pokonać je, aby zrozumieć siebie. Tak, tak jest. Do tego wikingowsko-celtycka otoczka i dużo, dużo humoru. Kapitalne są sceny z tatą Fergusonem i zalotnikami - każda postać to określony typ męski, a wszyscy przemądrzali i naładowani testosteronem :) To chyba pierwsza animacja, w której dziewczyna nie szuka męża, ba - nie potrzebuje go do szczęścia (nie, pierwsza była chyba Pocahontas). Podobało mi się. Mojej prawie sześcioletniej córce też. Popłakała się w scenie, kiedy Merida myśli, że mama na zawsze zostanie niedźwiedzicą. Dzisiaj to już normalne, ale mnie zadziwia, że postać animowana potrafi tak wzruszyć człowieka. Pamiętam jeszcze filmy Disneya z lat 70. puszczane w TV (czasem :)). To technologiczna i mentalna przepaść.
W Meridzie Walecznej odbiorca bardziej nastawiony na tropy kulturowe dostrzeże, że jest tu przenikanie się świata realnego z duchowym (córkę bardzo zainteresowały niebieskie duszki, pytała mnie, czy tak kiedyś, "w dawnych wiekach" wyglądały anioły?) oraz zderzenie barbarzyństwa (mężczyźni, walka z niedźwiedziami, ogromne porcje mięsa spożywane przez mężczyzn, walka toporami) z cywilizacją (delikatna Elinor, recytowane przez nią poematy, piękne suknie, eleganckie maniery i słownictwo, prymat uczuć nad biologią). Wiadomo, że zwyciężyła cywilizacja, chociaż w filmie Merida jest produktem pośrednim, na pewno mocno sfeminizowanym, nie może być inaczej, jeśli w naszym świecie wszystko co subtelne, wyważone, nie-dzikie uchodzi za "babskie". Merida Waleczna to rycerska opowieść dla dziewczynek i właśnie dlatego powinni ją zobaczyć przede wszystkim chłopcy. Film mówi też o sensie tradycji, każe się zastanowić kiedy tradycja spaja pokolenia, a kiedy je dzieli, czy warto ją zawsze kontynuować?

8 maja 2016

Hugo i jego wynalazek

Film Hugo i jego wynalazek miał swoją premierę w 2001 roku. Reżyserem jest Martin Scorsese, znany raczej z filmów akcji, przebojów kinowych. Hugo i jego wynalazek to jednak obraz płynący leniwie, może nieco za wolno dla współczesnych nastolatków. W ogóle mam kłopot z ustaleniem adresata tego filmu. Chyba jednak dla dorosłych, może dla młodszych nastolatków zainteresowanych historią filmu? Bo w dziele Martina Scorsese jest potężna dawka wiedzy - fabuła oscyluje wokół tytułowego Hugo i reżysera Georgesa Meliesa, granego przez Bena Kingsleya. Hugo poznaje reżysera w chwili, gdy ten uważa się za przegranego, wypalonego twórcę. Na ekranie widzimy fragmenty filmów braci Lumiere, na przykładzie kariery Georgesa Meliesa mamy okazję poznać metody ustawiania scenografii, sposoby gry aktorskiej, rodzaj charakteryzacji używanej na przełomie XIX i XX wieku. Georges Melies to postać prawdziwa, zmarł w 1938 roku, reżyser ponad 500 filmów, jeśli wierzyć Wikipedii, nazywany magiem kina, czarodziejem ekranu. Martin Scorsese zapewnił mu nieśmiertelność, opowiedział smutną historię Meliesa, który w rzeczywistości umarł w nędzy, bo nie potrafił nadążyć za rozwojem kinematografii. Scorsese dopisał jednak do tego optymistyczne zakończenie, zmieniając filmowe losy Meliesa. W kinie bowiem wszystko jest możliwe, prawda?
Akcja filmu rozpoczyna się na dworcu w Paryżu, Montparnasse. Mały Hugo mieszka w mechanizmie zegara, codziennie go nakręcając. Jak się dowiadujemy, w miarę rozwoju fabuły, Hugo miał tatę zegarmistrza, który przekazał mu pasję do mechanizmów i zainteresowanie automatyczną lalką, zwaną automatonem, znalezionym na strychu muzeum. Automaton jest zepsuty i Hugo próbuje go naprawić. Potrzebuje do tego kluczyka w kształcie serca. Ów kluczyk prowadzi go do rodziny Meliesa...
Na dworcu rządzi niepodzielnie Nadzorca, który tropi samotne dzieci i oddaje je do sierocińca. To zaledwie wątek poboczny, ale ja od razu pomyślałam sobie jak bardzo w naszej kulturze zmienił się stosunek do dziecka. Na początku XX wieku to dziecko było winne swojej sytuacji, dzisiaj wiemy, że dziecko opuszczone jest zawsze tylko ofiarą dorosłych. W filmie widać także wyraźne podziały ekonomiczne między bogatymi i biednymi, ujęte w symboliczną scenę - głodny Hugo poluje na rogalika, w tle widać roześmiane, rozbawione dziewczynki z zamożnych domów. Hugo nawiązuje przyjaźń właśnie z wnuczką Meliesa, razem trafiają do ogromnej księgarni, chłopiec ma też notes z szyfrem, w którym ostatecznie okazuje się informacją/przesłaniem od nieżyjącego taty.
Całemu obrazowi towarzyszy muzyka, taka jaką można usłyszeć na paryskim bruku: akordeon, altówka i charakterystyczny, liryczny rytm. Muzyka oraz konwencja baśniowa nasuwają mi skojarzenia z filmem Amelia, według mnie to ten sam klimat.
Film Hugo i jego wynalazek zdobył 5 Oscarów, 1 Złotego Globa, 2 Bafty, w sumie na różnych festiwalach otrzymał 16 nagród. Warto go obejrzeć z 13-14 latkiem, na pewno jest to interesująca pozycja, całkiem odmienna od disnejowskich konwencji.