11 sierpnia 2016

Dwa listy Hanna Zdzitowiecka

Książeczka została wydana dawno, dawno temu (1969) i chyba nie była wznawiana, a szkoda. Hanna Zdzitowiecka pisała utwory dla dzieci, w których przybliżała małym czytelnikom prawa rządzące przyrodą. Dwa listy opowiadają historię dwóch ptaszków: zięby i gila. Zięba postanowiła poznać kolegę, o którym tylko słyszała, że jest do niej podobny. Ptaszki nie mogły się spotkać, ponieważ rozmijał się ich czas przylotu i odlotu do Polski. Zięba napisała list na liściu klonowym i dała go mazurkowi, aby przekazał gilowi.
Niestety, liść zaginął. Lecz gila zaciekawiły opowieści o ziębie. Przed odlotem na Północ napisał list do nieznanej mu osobiście zięby. Na śniegu. Ptaszki się nie spotkały, ale ile czytelnik dowiedział się o życiu ptaszków, dzików i ryjówki w lesie podczas zimy i wiosny! To ogromna wartość tej książeczki - informacje wplecione w fabułę, podane mimochodem, prostym językiem; oto fragment:

Stara matka wiodła gromadę warchlaków pod stary dąb, skąd dolatywał zapach świeżo opadłych żołędzi. Dziki zryły ziemię dookoła, pogniotły i wdeptały w nią liście tak, że po ich przejściu wszelkie poszukiwania były daremne. 
- Zięba będzie miał do mnie żal, że nie dopilnowałem tego listu - martwił się mazurek. 

Uzupełnieniem treści są ilustracje Heleny Matuszewskiej, przypominające obrazki malowane farbkami. Nastrojowe, delikatne.


9 sierpnia 2016

Merida Waleczna

Świetny film. Powstał w 2012 roku, zdobył 5 nagród w 2013 roku:
Oscar za najlepszy film długometrażowy
Złote Globy - najlepszy film animowany
Bafta - jw.
Annie - najlepszy montaż i scenografia
Amerykańskie Stowarzyszenie Montażystów - najlepszy montaż

Film o relacjach między córką i matką, podany w genialny, prosty sposób, w otoczce celtyckich tradycji.
Merida to łobuzica, uwielbia strzelać z łuku, jest pyskata, odważna, samodzielna, wrażliwa i mądra. Jej mama - Elinor - chce wychować córkę na Księżniczkę - wyważoną, kulturalną damę. Merida buntuje się przeciwko planowanemu zamążpójściu i ucieka z zamku. Prosi o pomoc czarownicę. Ta daje jej magiczne ciastko, które ma sprawić, aby mama Meridy nie chciała rządzić jej życiem. Jednak ciastko działa nieco inaczej - Elinor zamienia się w niedźwiedzicę. Merida musi uchronić mamę przed śmiercią z rąk taty - Fergusona, niezwykle ciętego na misie, musi też odmienić czar, aby nie stracić mamy na zawsze.
Ostatecznie Merida przekonuje się, że mama niezwykle ją kocha i jest gotowa dla niej zginąć. Mama godzi się z charakterem córki, rodzice zgadzają się na propozycję Meridy, aby przybyli na turniej zalotnicy najpierw zdobyli serce dziewczyny, a potem jej rękę.
Można więc rzec, że fabuła jest typowa - bohaterka musi przejść określone etapy, "stracić" mamę, spotkać Zło, pokonać je, aby zrozumieć siebie. Tak, tak jest. Do tego wikingowsko-celtycka otoczka i dużo, dużo humoru. Kapitalne są sceny z tatą Fergusonem i zalotnikami - każda postać to określony typ męski, a wszyscy przemądrzali i naładowani testosteronem :) To chyba pierwsza animacja, w której dziewczyna nie szuka męża, ba - nie potrzebuje go do szczęścia (nie, pierwsza była chyba Pocahontas). Podobało mi się. Mojej prawie sześcioletniej córce też. Popłakała się w scenie, kiedy Merida myśli, że mama na zawsze zostanie niedźwiedzicą. Dzisiaj to już normalne, ale mnie zadziwia, że postać animowana potrafi tak wzruszyć człowieka. Pamiętam jeszcze filmy Disneya z lat 70. puszczane w TV (czasem :)). To technologiczna i mentalna przepaść.
W Meridzie Walecznej odbiorca bardziej nastawiony na tropy kulturowe dostrzeże, że jest tu przenikanie się świata realnego z duchowym (córkę bardzo zainteresowały niebieskie duszki, pytała mnie, czy tak kiedyś, "w dawnych wiekach" wyglądały anioły?) oraz zderzenie barbarzyństwa (mężczyźni, walka z niedźwiedziami, ogromne porcje mięsa spożywane przez mężczyzn, walka toporami) z cywilizacją (delikatna Elinor, recytowane przez nią poematy, piękne suknie, eleganckie maniery i słownictwo, prymat uczuć nad biologią). Wiadomo, że zwyciężyła cywilizacja, chociaż w filmie Merida jest produktem pośrednim, na pewno mocno sfeminizowanym, nie może być inaczej, jeśli w naszym świecie wszystko co subtelne, wyważone, nie-dzikie uchodzi za "babskie". Merida Waleczna to rycerska opowieść dla dziewczynek i właśnie dlatego powinni ją zobaczyć przede wszystkim chłopcy. Film mówi też o sensie tradycji, każe się zastanowić kiedy tradycja spaja pokolenia, a kiedy je dzieli, czy warto ją zawsze kontynuować?

6 sierpnia 2016

Astrid Lindgren

Astrid Lindgren - ur. 14 lutego 1907 w Vimmerby, zm. 2002 r.; zadebiutowała książką o Pippi w 1945 roku; w 1941 roku córka Astrid, Karin, zachorowała. Dziewczynka miała wówczas 7 lat. To ona wymyśliła imię: Pippi Pończoszanka. Astrid Lindgren zaczęła opowiadać przygody dziewczynki o tak nietypowym imieniu. W 1944 roku pisarka spisała opowieści i podarowała córce na urodziny maszynopis oprawiony w skórę. Potem wysłała go do wydawnictwa, ale uznano go za "wywrotowy". Pisarka nieco go przerobiła i zgłosiła się do konkursu literackiego wydawnictwa. Konkurs wygrała i książka wyszła drukiem w 1945 roku.
W 1963 roku zapisała się do grupy De Nio. W 1958 roku za książkę Rasmus i włóczęga otrzymała Medal im. H. Ch. Andersena, w 1978 roku na wniosek polskich dzieci - Order Uśmiechu, w 1979 roku - międzynarodową Nagrodę Literacką im. J. Korczaka na książkę Bracia Lwie Serce. W 1989 roku otrzymała tytuł doctora honoris causa Uniwersytetu Wrocławskiego. 
Astrid Lindgren miała dwoje dzieci: syna i córkę, mieszkała w Sztokholmie. W wieku 17 lat zaszła w ciążę, co było ogromnym skandalem. Ze względu na dziwną społeczną moralność, musiała oddać synka do rodziny zastępczej. Zamieszkał z nią dopiero po 14 latach. Pisarka wyszła wówczas za mąż, w 1934 roku urodziła córkę Karin. Mąż Astrid Lindgren rozwiódł się dla niej z żoną.
Inne jej znane książki to: Dzieci z Bullerbyn, Emil ze Smalandii, Karlsson z dachu, Nils Paluszek - patrz Wikipedia:) Pisała także dzienniki, które ukazały się w tym roku - Dzienniki z lat wojny 1939-1945. Bardzo ciekawy artykuł na ten temat ukazał się w magazynie "Książki" z marca 2016 roku (Wróg u bram Willi Śmiesznotki Anny Kicińskiej).
Co roku Fundacja ABCXXI organizuje Konkurs Literacki im. Astrid Lindgren na współczesną książkę dla dzieci i młodzieży. 

Informacje: z okładek wydawnictwa Zakamarki, magazyn "Książki" (marzec 2016), Nowy słownik literatury dla dzieci i młodzieży, Warszawa 1984

Pippi zawsze sobie poradzi i inne komiksy

Jeszcze nie opisałam książki, a już przechodzę do komiksu - o tempora, o mores!
Mam w ręku - jak czytam na okładce - drugi z trzech tomów zawierających po 12 historyjek o Pippi, Tommym i Annice.
Komiksy wydaje oficyna Zakamarki z mojego Poznania, słynąca z ambitnych, oryginalnych projektów. Ten - oczywiście - również do nich należy. Komiksy - nadal cytuję wydawnictwo - powstały w latach 1957-1959 i pierwotnie były publikowane w odcinkach w szwedzkim czasopiśmie dla dzieci. Dwa z nich ukazały się w Polsce na początku lat 90. Myślę, że nie był to dobry czas na komiksy. Wówczas jeszcze uważało się je za gorszą odmianę literatury.
Seria o Pippi należy do książek "dziwnych" - że przytoczę za swoimi uczniami. Omawiam książkę w klasie V. Wydawałoby się, że utwór o dziewczynce, która mieszka sama, jest tak silna, że podnosi konia, nic sobie nie robi z konwencji społecznych, a rabusiów wyprowadza w pole - będzie odpowiadał dzieciakom. Zasadniczo tak jest, Astrid Lindgren pisała lekko i z humorem, jej narracje płyną wartko, ale "problemem" są relacje Pippi z dorosłymi. Jej zachowanie wypływa z nieznajomości zasad, ale w ogólnym rozrachunku jest niegrzeczne. Co bardziej wychowane uczennice nie mogły się pogodzić z nieładnymi uwagami Pippi na temat nauczycieli czy koleżanek mamy Tommiego i Annice. Można powiedzieć, że kłopot z odbiorem przygód Pippi leży w naturze Czytelnika, a nie w samej, jak czytam w recenzjach - "wywrotowej" treści książki. Tak, na pewno w polskiej szkole, preferującej konserwatywne relacje, postać Pippi może wywołać niepokój. Wszystko ostatecznie zależy od nauczycielki/nauczyciela - od tego jak omówi książkę. Niektóre dzieci też nie do końca radzą sobie z umiejscowieniem Pippi w realnym, bliskim im świecie. Bo niby jest to zwykła dziewczynka, ale jednak nie do końca. Pippi to Pippi - to wszystko. Albo się ją lubi, albo nie.
Wracając do komiksu. Bardzo dobry pomysł. Ta część, którą czytałam, obejmuje przygody Pippi z pierwszej i chyba drugiej serii książek - nie pamiętam gdzie było rozbieranie choinki? Bo z pierwszej części, znanej w Polsce jako Przygody Pippi pochodzi na pewno fragment w komiksie pt. Pippi na proszonym podwieczorku, czy Pippi i pożar. Myślę, że komiksy o Pippi to ciekawa alternatywa dla książki. Są dzieci, które tylko poprzez komiksy poznają światowe dzieła, i dobrze. Ilustracje, autorstwa Ingrid Vang Nyman są ładne, ładniejsze od wielu ilustracji książkowych, nieco za bardzo przywiązanych do niezwykle sympatycznej, ale specyficznej odtwórczyni roli Pippi w filmie. Dobrze, że jest odmienna artystyczna wizja postaci Pippi. Polecam.

1 sierpnia 2016

Ulubione wierszyki Ewa Szelburg-Zarembina

Książeczka została wydana w 2015 roku przez wydawnictwo Zielona Sowa. Jest to zbiór ponad 30 wierszyków polskiej znakomitej poetki i pisarki Ewy Szelburg-Zarembiny. Ulubione wierszyki to seria książek dla najmłodszych czytelników, zawierająca utwory wybitnych polskich poetów, które należą do klasyki literatury dziecięcej (cytat z okładki). W cyklu tym znajdziemy utwory Jana Brzechwy, Juliana Tuwima i Marii Konopnickiej.

Wiersze Ewy Szelburg-Zarembiny nie są tak znane jak Lokomotywa, Boża krówka czy Kaczka dziwaczka, ale warto się z nimi zapoznać, bo ich Autorka to ceniona i utalentowana pisarka minionego wieku. W poniższym zbiorze można przeczytać zabawne historyjki o rodzinnym śniadaniu, o radości zbiegania z górki, o kotkach usypiających dzieci, o ślimaku-wędrowniczku, o jeżu-zaklętym królewiczu, o rybkach w rzece i wiele innych. Cały dziecięcy kosmos wyobrażeń (Ciemnego pokoju nie trzeba się bać), zadziwień światem (Kasztany), współodczuwania ze zwierzętami (Póki mróz nie zginie).
Wiersze są ilustrowane przez pana Marcina Piwowarskiego i są to fantastyczne, spójne z wymową i klimatem utworów - dziełka.
Poniżej wybrana ilustracja. Polecam. Książka ładnie zaprojektowana.



6 lipca 2016

Krowa Matylda bawi się w chowanego Alexander Steffensmeier

Zabawna historyjka o krowie Matyldzie, która w trakcie zabawy w chowanego postanawia schować się na drzewie. Kryjówka okazuje się przednia, ale krowa nie potrafi z drzewa zejść... Na pomoc koleżance rusza koza, kucyk, świnka i piesek. Wkrótce dołącza do nich gospodyni. Gdy już znajduje się na drzewie, wpada na pomysł zorganizowania pikniku - po placek i kawę wysyła kury... Niezwykle zabawna, kreatywna historia, odmienna od tych setek typowych opowiastek o gospodarstwie wiejskim. Format A3 - duże ilustracje, pełne szczególików, takie do uważnego wpatrywania się; tekst na ilustracjach, bardzo przyjemna lektura.
Alexander Steffensmeier to niemiecki ilustrator, tym razem także Autor. Tłumaczenie na polski: Emilia Kledzik. Wydawnictwo: Media Rodzina.

Skrzat nie śpi Astrid Lindgren

Poznańskie wydawnictwo Zakamarki prezentuje wysoki poziom. Tym razem zaproponowało małym czytelnikom refleksyjną opowieść o skrzacie, który mieszka w kącie na strychu stodoły w starej zagrodzie w głębi lasu...
Skrzat nie śpi to - przytaczam informację z wyklejki - zmodyfikowany przez Astrid Lindgren wiersz Viktora Rydberga Skrzat z 1881 roku; opublikowano go po raz pierwszy w Szwecji w 1960 roku wraz z ilustracjami Kitty Crowther. Polskie tłumaczenie: Anna Węgleńska.
Tytułowy bohater co noc rozmawia z owcami, kotem, psem Karo i innymi zwierzętami w zagrodzie. Zagląda też do ludzi, ale oni w nocy śpią. Jest zima, jest mroźno, skrzat wie, że wszystko mija, czekamy na lato, ale potem znowu będzie zima.
Nastrojowa opowieść, jej spokojny rytm zatrzymuje nas w biegu, zmusza do myślenia o skrzatach, o zasypanych śniegiem zagrodach i śladach skrzacich stóp... Piękne ilustracje.

1 lipca 2016

O wróbelku Elemelku

Autorką serii o wróbelku Elemelku jest Hanna Łochocka (1920-1995); I wydanie O wróbelku Elemelku miało miejsce w 1955 roku. Bardzo polecam całą serię. Przekaz jest tak uniwersalny, że wcale się nie zestarzał. Do tego przepiękne ilustracje Zdzisława Witwickiego, które moim zdaniem utrwaliły obraz Elemelka i jego świata:
 Całość to zbiór rymowanych opowiadań, napisanych bogatym, plastycznym językiem, pełnym literackich sformułowań. Tytuły rozdziałów także są rymowane: Jak wróbelek Elemelek w szkole uczył się literek, Elemelek w nocnej porze podróżuje aż nad morze. 
Przytoczę także fragment tej prozy: Aż raz kiedyś tak się stało, że słoneczko silniej grzało, mocniej grzało i świeciło, trochę śniegu roztopiło. Patrzy szczurek i pies Burek: sterczy coś wśród śnieżnych górek. Patrzy kurka i wiewiórka: cóż tam błyszczy w śnieżnych górkach? 
Myślę, że jest to jedna z najciekawszych lektur szkolnych (mam nadzieję, że wszyscy je omawiają?)
Opowiadania są pełne humoru, uczą życzliwego podejścia do świata, ale dydaktyzm jest bardzo zakamuflowany. Elemelek to wesoły wszędobylski rozrabiaka, bardzo ciekawy wszystkiego co go otacza. Jego przyjaciele: sowa, wiewiórka, myszka Kiki uosabiają typy ludzkie: są - odpowiednio - rozważni, mądrzy, energiczni, pracowici, skromni, mili. Elemelek ma wiele przygód i doświadczeń, tożsamych z dziecięcym poznawaniem reguł rządzących naszą rzeczywistością. Z opowiadania O wróbelku Elemelku, o ziemniaku i bąbelku mali czytelnicy dowiadują się, że nie wolno dotykać gorących rzeczy; z Kamizelki Elemelka - że nie warto się przebierać za kogoś, trzeba być sobą; z O wróbelku Elemelku i o jego pantofelku - że tylko zgoda i współpraca prowadzą do czegoś dobrego. Wiele wartościowych wskazówek jest wplecionych bezpośrednio w narrację: Elemelek stara się być grzecznym i uprzejmym, jeśli palnie głupstwo - przeprasza; gdy wybiera się w gości - myje się i stroi; jest pełen szacunku dla starszych, dla pana dyrektora szkoły, bociana-doktora czy wrony-aptekarki. Bardzo chce wszystkim pomagać, co czasem obraca się przeciwko niemu. W opowiadaniu O kwoczce w koszyku i smoczym języku Elemelek podsłuchuje, że w koszyku kokoszki leży smoczek. Myśląc, że to mały smok, dzielny wróbelek leci na pomoc kurce i ... rozbija jej pięć jajek. Zła kokoszka wyrzuca go z kosza, a z Elemelka jeszcze długo później śmieją się zwierzęta. Kapitalny jest także rozdział o egzaminie z języków obcych (gęgania na przykład), o wracaniu autostopem znad morza, o meczu, w którym udział brały sikorki i dzięcioły... Bezpretensjonalne opowiadania, mądre i zabawne.
Elemelek ma liczną rodzinę, m.in. kuzyna Wiercipięcika i wujka Stroszypiórka oraz liczne grono znajomych, w tym dzieci. Dzisiaj firmy zagraniczne stosują strategie marketingowe polegające na tym, że równolegle z filmem wypuszcza się na rynek figurki bohaterów, komiksy, różne gadżety. Nie ma filmu o Elemelku, ale bez trudu potrafię sobie wyobrazić wróbelka z rodziną i przyjaciółmi: dziupla, nad morzem, w cukierni, figurki wiewiórek, sowy, myszki itd. Tylko takie realistyczne opowiastki nie są modne. Dzisiaj jest czas Little Pony, Ninjago, Gambola, R2D2 (Artu Ditu)... Aby tak wypromować Elemelka, potrzebne byłyby gigantyczne nakłady. Oprócz Elemelka mamy także - do wypromowania :) - Plastusia, Misia Uszatka, kota Filemona i Bonifacego. Przy okazji wspomnę również, że istnieje serial Przygód kilka wróbla Ćwirka, oparty na książce Sławomira Grabowskiego i Marka Nejmana. Wróbelek Ćwirek jest bardzo podobny do Elemelka, proza p. Łochockiej prezentuje jednak, moim zdaniem, wyższy poziom literackiego wyrobienia językowego.
Wiele rozdziałów opowiadań o Elemelku jest podsumowanych morałem, co stanowi oczywiście jasne nawiązanie do gatunku bajki. Hanna Łochocka moralizuje jednak tak lekkim piórem, że nie sposób czuć się pouczanym: Gdy w gościnę na wesele pójdę - będę jadł niewiele. Bo to tylko łakomczuszki opychają sobie brzuszki. Połknę ziarna dwa niewielkie, miodu łyknę też kropelkę, no, najwyżej ze dwie muchy spałaszuję w cieście kruchym...
Takie opowiadania trzeba czytać dzieciom.